14 X – XXVIII Niedziela Zwykła

Może i dobrze, że prawdopodobnie nikt nie przeprowadził badań ukazujących, o co ludzie proszą Pana Boga. Ale często podczas sprawowanych Mszy Świętych słyszymy prośby o zdrowie, o powodzenie podczas egzaminu, o zgodę w rodzinie, o trzeźwość i wiele, wiele innych spraw.
Z Pisma Świętego zapewne pamiętamy choćby wspaniałą modlitwę Salomona o mądrość w rządzeniu narodem wybranym (1 Krl 3, 11nn), o błogosławieństwo z Księgi Liczb (Lb 6, 24), wiele próśb o zwycięstwo nad wrogami.
Dzisiaj mamy rzadką okazję, by wysłuchać pięknej lekcji o modlitwie, w której prosimy o obecność Pana Boga w naszym życiu. Mądrość Boga jest wartością wyższą niż wszystko na ziemi, słowo Boga jest darem, który pomaga dobrze decydować i wybierać: przyjmować dobro i odrzucać zło, wolność od tego, co materialne, jest warunkiem swobodnego pójścia za Chrystusem. 
Oczywiście, nie znaczy to, że nie mamy prosić o to, co potrzebne jest w naszej codzienności, przeciwnie, warto, a nawet trzeba wypowiadać z ufnością przed Panem Bogiem to wszystko, co jest naszą bolączką, problemem, potrzebą. Ale też warto zauważyć, że nieraz podczas wypowiadania prośby otwierają się nasze oczy i dzięki temu otwarciu możemy zauważyć coś znacznie ważniejszego niż to, o co prosiliśmy. No i trzeba pamiętać, że Pan Bóg uważnie słucha tego, co mówimy, ale nie wszystkie prośby spełnia tak, jak my byśmy tego pragnęli. 
Miał rację święty Ignacy, który prosił, by Pan Bóg zabrał mu wszystkie zdolności, pamięć i talenty, a dał siebie, swą obecność. To naprawdę wystarczy!

Odpust ku czci Matki Bożej Różańcowej – 7 X

Wspomnienie Matki Bożej Różańcowej zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi, odniesionego pod Lepanto (nad Zatoką Koryncką) 7 października 1571 r. Sułtan turecki Selim II pragnął podbić całą Europę i zaprowadzić w niej wiarę muzułmańską. Ówczesny papież – św. Pius V, dominikanin, gorący czciciel Matki Bożej – usłyszawszy o zbliżającej się wojnie, ze łzami w oczach zaczął zanosić żarliwe modlitwy do Maryi, powierzając Jej swą troskę podczas odmawiania różańca. Nagle doznał wizji: zdawało mu się, że znalazł się na miejscu bitwy pod Lepanto. Zobaczył ogromne floty, przygotowujące się do starcia. Nad nimi ujrzał Maryję, która patrzyła na niego spokojnym wzrokiem. Nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Udało się powstrzymać inwazję Turków na Europę.

Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników; śmierć poniosło 27 tys. Turków, kolejne 5 tys. dostało się do niewoli. Pius V, świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, uczynił dzień 7 października świętem Matki Bożej Różańcowej i zezwolił na jego obchodzenie w tych kościołach, w których istniały Bractwa Różańcowe. Klemens XI, w podzięce za kolejne zwycięstwo nad Turkami odniesione pod Belgradem w 1716 r., rozszerzył to święto na cały Kościół. W roku 1883 Leon XIII wprowadził do Litanii Loretańskiej wezwanie „Królowo Różańca świętego – módl się za nami”, a w dwa lata później zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.

30 IX – XXVI Niedziela Zwykła

Zgorszenie jest postawą lub zachowaniem prowadzącym drugiego człowieka do popełnienia zła. Występujące w Biblii greckie słowo skandalon oznacza przeszkodę, kamień, o który można się potknąć albo zastawioną pułapkę. Tak działa gorszyciel, nawet gdy bezwiednie zastawia pułapkę na bliźniego.
Można gorszyć swoim postępowaniem, słowami, ale również biernością w sytuacjach, które domagają się odpowiedniej reakcji, np. naganna jest ucieczka sprawcy z miejsca wypadku bez udzielenia pomocy poszkodowanemu. Gorszący jest także brak działania instytucji publicznych wobec przejawów niesprawiedliwości czy korupcji. Gorszycielem będzie rodzic podpowiadający dziecku nieuczciwe postępowanie lub zachęcający do grzechu, kolega proponujący współudział w kradzieży czy lekarz lekceważący pacjenta. Tak naprawdę każdy z nas może być powodem zgorszenia. I niestety, chyba każdemu z nas zdarzyło się w ten sposób kogoś skrzywdzić. Bywa, że szkody, które wyrządziliśmy, i ból przez nas zadany są wielkim źródłem cierpienia, z którym przez lata trudno jest sobie poradzić.
Dlatego Pan Jezus z taką ostrością przestrzega przed gorszącym postępowaniem. Niewiele jest sytuacji opisanych w Ewangeliach, gdy Jezus sięga po tak mocne porównania, jak topienie w morzu czy obcinanie części ciała będących powodem grzechu. To oznacza niezbicie, że wszyscy jesteśmy wezwani do radykalnego odrzucenia zła, do walki z grzechem i dbania o to, by nasze słowa, zachowania i postawy nie czyniły innych gorszymi.

23.09 – XXV Niedziela Zwykła

Słuchamy, a nie słyszymy, patrzymy, a nie widzimy. To nasze zapatrzenie w siebie, w swoje pragnienia, ambicje, to stawianie siebie w centrum, nie pozwalają nam usłyszeć, zobaczyć i przyjąć… 
Wciąż na nowo słuchamy słowa Bożego, niby znamy Jezusa Chrystusa, wiemy na czym polega Jego zbawcze dzieło, jakie jest orędzie Jego Ewangelii, niby przyjmujemy Go do naszego życia, a jednak wciąż nasze skoncentrowanie się na sobie samych bierze górę; moje „ja” jest najważniejsze. Pragnienie sukcesu, bycia tym lepszym, tym, który ma zawsze rację, albo tak po prostu pragnienie świętego spokoju, tak nas absorbuje, że tworzy wokół nas jakby osłonę filtrującą albo wręcz nie przepuszczającą słowa, które do nas jest kierowane, a które nas zbawia. 
A jeśli Pan nas zapyta: o czym to rozprawiacie w drodze do nieba? Milczymy zawstydzeni, bo czujemy, że coś z naszym życiem uczniów Chrystusa jest nie tak. Nasze ludzkie „ja” czuje się zagrożone, bo musi ustąpić, zrobić miejsce dla „ty”, dla „my”, „wy”, „oni”, podzielić się sobą, tym wszystkim, czym jest i co posiada, z bliźnimi; ma być nie tylko dla siebie, ale także dla drugich – bo na pierwszym miejscu jest miłość, którą Ojciec nas obdarowuje i której nas uczy w Chrystusie Jezusie, swoim umiłowanym Synu, a miłość ma to do siebie, że się poświęca, ofiaruje, że w niej człowiek się umniejsza, aby inny mógł wzrastać i to, co małe w oczach świata, staje się wielkie u Boga. Prośmy Pana o umiejętność słuchania i dar zrozumienia słowa. A jeśli okaże się to trudne, nie bójmy się Go pytać i dalej prosić…

16 IX – XXIV Niedziela Zwykła

Jezus stawia uczniom podwójne pytanie: co o Nim mówią inni, a potem pyta, za kogo oni sami, tzn. uczniowie, Go uważają. To podwójne pytanie przypomina, że uczeń nieustannie musi się konfrontować ze światem, ale nie po to, żeby iść za głosem tego świata, zasugerować się tym, co mówią i czynią inni, ale żeby pośród tych wszystkich głosów, które do niego docierają, usłyszeć głos Boga.

W Ewangelii według św. Mateusza (Mt 16, 13-20) Jezus zaznacza, że odpowiedź Piotra, której udziela w imieniu uczniów, pochodzi od Ojca: „albowiem, nie objawiły ci tego ciało i krew, ale Ojciec, który jest w niebie”. Piotr zaufał temu głosowi bardziej niż swoim zmysłom, bardziej niż opiniom innych, bardziej niż swojemu ludzkiemu rozumowi.

A jednak chwilę później, gdy Jezus mówił o swojej męce, Apostoł zaprotestował, gdy to, co usłyszał od Zbawiciela, okazało się dla niego niewygodne i zbyt trudne oraz kłóciło się z obrazem Mesjasza, który nosił w swym sercu. Zaprotestował, bo tym razem poszedł za głosem natury, za głosem tego świata. I usłyszał mocne słowa Jezusa: „szatanie [czyli przeciwniku!], odejdź ode mnie! Bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku”. Przyjąć Jezusa za Zbawiciela to pozwolić, aby On zmieniał nasze myślenie z ludzkiego na Boże, a więc słuchać Jego nauki i iść za Nim, aż do końca – także wtedy, gdy wydaje się nam to nużące i mało efektywne, czy też trudne i bolesne, a nawet niemożliwe. Odpowiedź na pytanie, kim jest dla mnie Jezus Chrystus, tak naprawdę piszemy naszym życiem, które już teraz zakorzenione jest w wieczności.

9 IX – XXIII Niedziela Zwykła

„W każdym z nas jest sekretna izdebka, którą musi otworzyć sam Bóg i do której żaden guru nie ma dostępu” (Rabindranath Tagore). Najpierw jednak potrzebne jest słuchanie, a potem odpowiedź na Jezusowe: Otwórz się!
Trzeba otworzyć nie tylko oczy w głowie, ale także „oczy serca”. Pan Bóg ciągle nam w tym pomaga. Celowo dał nam dwoje uszu i jedne usta. Słuchanie bowiem uczy prawdziwego mówienia do drugiego.
Dziś słyszymy fragment Ewangelii opisujący cud niezwykle symboliczny. Pan Jezus spotkał człowieka, który nie mógł otworzyć się do końca na świat, bo był głuchoniemy. Głuchota w języku biblijnym oznaczała osobę przygniecioną i nieszczęśliwą. Bohater z Ewangelii to jednak szczęściarz, którego dotknął sam Chrystus. Jezus używa gestów, żeby człowiek zrozumiał, co się dzieje, zanim jeszcze usłyszy słowo. On najpierw dotyka serca człowieka. Potem uzdrawia słuch, następnie mowę, jakby chciał powiedzieć – najpierw ucho, potem język. Zacznij od słuchania twojego Boga w głębinach duszy.
Aby nie pozostać współczesnym głuchoniemym, potrzebny jest nam dotyk Jezusa i Jego słowo: Effatha! Otwórz się na Boga i człowieka, na świat. Wyjdź z bierności, ospałości, izolacji, z nurtu grzechów. Warto siebie zapytać, czy nie jestem często głuchoniemy, choć fizycznie mam się dobrze?
Święta Urszula Ledóchowska napisała: „Jezu, czy we mnie nie panuje ów duch niemy, który mi odbiera mowę, gdy mam obcować z Tobą? Daj mi łaskę, bym umiała przemawiać do Ciebie”.