XXIV Niedziela Zwykła

Gdyby Bóg wyrównywał rachunki z ludźmi według tego, co każdemu się należy, sytuacja wielu osób byłaby tragiczna. Jak moglibyśmy spłacić Panu rachunek za zło uczynione w naszym życiu? Bylibyśmy bankrutami bez szansy na wyjście z długów.
 Pan Bóg ukazuje jednak swoją dobroć. Posługuje się przykładem ogromnego kontrastu. W dzisiejszej Ewangelii opowiada o dwóch dłużnikach. Pierwszy był winien panu 10 000 talentów. Jest to kwota niewyobrażalna dla zwykłego śmiertelnika, szacowana, w naszych realiach, na wiele milionów złotych. Pan darował ten dług. Człowiek obdarzony tak wielką łaską nie odpuścił jednak swojemu współsłudze należności 100 denarów (czyli 100 dniówek robotnika). Ten, kto prosił o miłosierdzie, nie miał go dla bliźniego.
Pan nie godzi się na takie postępowanie. Chce, żebyśmy przebaczali nie 7 i nie 77 razy, ale zawsze. Biblijna „siódemka” jest przecież liczbą pełni. Nie można stawiać limitów w przebaczaniu. Skrupulatnie sumować sytuacji, kiedy przebaczyłem, i oczekiwać dnia, kiedy już nie będę musiał tego robić. Złość, gniew i pomsta nie znajdują uznania w oczach Pana.
Z czym więc zostajemy? Z wezwaniem od Boga, aby być takimi jak On – łaskawymi i pełnymi miłosierdzia. Raczej nie musimy szukać specjalnej okazji ku temu, abyśmy mogli stać się właśnie tacy. Może nawet dziś będzie ku temu okazja? Pan Bóg przypomina nam o tym, że należymy do Niego, że nie żyjemy dla siebie samych. Nie warto więc rachować zysków i strat w relacji z innymi. Warto być dobrym jak Bóg, który odda każdemu sprawiedliwość.

Brak możliwości komentowania